niedziela, 22 stycznia 2017

Gmach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego

Obecna siedziba Biblioteki UW mieści się na Powiślu, na rogu ulic Dobrej i Lipowej.
Działalność biblioteczną w tej lokalizacji rozpoczęto 15.12.1999 roku.
Projektantami budynku byli architekci Marek Budzyński i Zbigniew Badowski.
Powierzchnia użytkowa biblioteki wynosi 64 tysiące m2.
Na tzw. fasadzie kulturalnej (widocznej na zdjęciu) umieszczone są treści mówiące o "związkach z przeszłością, z różnorodnością cywilizacji, z grecko-rzymskim i judeo-chrześcijańskim źródłem polskiej kultury".
Wśród tych treści znajdziemy m.in. tablicę matematyczną, tekst sanskrycki, tekst staropolski czy też zapis nutowy fragmentu etiudy b-moll op. 3 i 4 Karola Szymanowskiego.
Na dachu biblioteki uniwersyteckiej mieści się jeden z największych ogrodów dachowych w Europie - jego powierzchnia wynosi ponad 1 ha.
Ogród został zaprojektowany przez Irenę Bajerską. Otwarcie nastąpiło 12 czerwca 2002 roku.



niedziela, 15 stycznia 2017

Pomnik Bohaterów Warszawy

Pomnik Bohaterów Warszawy zwany warszawską Nike, znajduje się (od 15. 12. 1997 r.) przy ulicy Nowy Przejazd, niedaleko skrzyżowania z al. "Solidarności".
Wybudowano go ze składek społecznych oraz z funduszy Społecznego Funduszu Odbudowy Stolicy.
Decyzja Stołecznej Rady Narodowej o wybudowaniu monumentu upamiętniającego wszystkich poległych w stolicy w latach 1939-1945 (m.in uczestników powstań - Warszawskiego i w Getcie Warszawskim, obrony Warszawy w 1939 r oraz wszystkich ofiar terroru niemieckiego okupanta) zapadła 30. 07. 1956 roku.
Do konkursu, ogłoszonego w 1957 roku, przystąpiło 196 kandydatów, jednakże mimo tak licznej grupy artystów, pozostał on nierozstrzygnięty.
Wobec zaistniałej sytuacji, dwa lata później, ogłoszono konkurs ponownie, tym razem konkurencja zakończyła się szczęśliwie. 
Finalnie wygrał projekt panów Koniecznych - rzeźbiarza Mariana oraz architektów Zagremmy i Adama.
Pomnik odsłonięto 20 lipca 1964 roku na Pl. Teatralnym przed Teatrem Wielkim.
Z powodu odbudowy Pałacu Jabłonowskich na pierwotnym miejscu, zdecydowano o zmianie lokalizacji rzeźby na obecną. 



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Muzeum Niepodległości w Warszawie

Muzeum Niepodległości mieści się w pałacu należącym niegdyś do rodziny Przebendowskich.
Pałac wybudował Jan Jerzy Przebendowski, w pierwszej połowie XVIII wieku, wg projektu Jana Zygmunta Dybela.
Budynek wzniesiono w stylu barokowym.
W latach 1760-1762 odbywały się tu słynne bale maskowe, organizowane przez hiszpańskiego ambasadora Pedro Pablo de Bolea, któremu to Rodzina Przebendowskich wynajęła budynek.
W roku 1912 pałac kupił Janusz Radziwiłł (ten sam, który był właścicielem Pałacu w  Nieborowie) i pozostał w rękach Radziwiłłów do 1947 roku, kiedy to został odebrany prawowitym właścicielom.
Budynek nie uniknął ciężkiego wojennego losu Warszawy - został zniszczony podczas Powstania Warszawskiego.
Odbudowano go już po upaństwowieniu, w 1949 roku, przy okazji budowania w latach 1947-1949 Trasy W-Z - pierwszej inwestycji komunikacyjnej powojennej Warszawy, wykonanej na tak dużą skalę.
Pewnie właśnie dlatego obecne usytuowanie budynku jest mało komfortowe - mieści się on pomiędzy dwiema jezdniami.
W latach 1955 - 1989 mieściło się tu Muzeum Włodzimierza Lenina.
W wyniku zmian politycznych w Polsce w dniu 30.01.1990 r powstała obecna placówka, będąca główną siedzibą Muzeum Niepodległości.
Prócz głównej siedziby mieszczącej się przy al. Solidarności 62, ta instytucja kultury posiada jeszcze trzy oddziały:
Muzeum więzienia "Pawiak" (Dzielna 24/26)
Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej - oddział poświęcony walkom narodowo-wyzwoleńczym podczas zaboru rosyjskiego
oraz Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Warszawie (dawna siedziba Gestapo przy al. Szucha 25).
W latach 2000-2009 w budynku pałacowym, oprócz placówki muzealnej, mieściło się również kino "Paradiso". 



niedziela, 25 grudnia 2016

Pałac w Nieborowie

Historia gminy Nieborów i okolic sięga III - IV w n.e., o czym świadczą znaleziska archeologiczne  z późnego okresu rzymskiego.
W XIV w po raz pierwszy pojawia się nazwa gminy w brzmieniu "Nyeborowo" lub "Nyeborow". Ma to miejsce w dokumentach kościelnych. 
Właścicielami tych terenów byli Nieborowscy herbu "Prawda", którzy to w XVI wieku wznieśli dwór w stylu gotycko-renesansowym. W takim kształcie przetrwał on do końca XVII w.
Następnym właścicielem dóbr nieborowskich był kardynał Michał Stefan Radziejowski, ówczesny Prymas Polski.
To on zlecił Tylmanowi z Gameren  przebudowę i zaprojektowanie pałacu w stylu barokowym.
Po Prymasie pałac nie miał szczęścia do właścicieli - budynek przechodził z rąk do rąk, popadając w międzyczasie w ruinę.
Stan taki miał miejsce aż do roku 1774, kiedy to pałac trafił w ręce wojewody wileńskiego Michała Hieronima Radziwiłła.
Niestety pieniądze, za które wojewoda nabył dobra nieborowskie, zostały zdobyte w sposób haniebny - były one zapłatą od Rosji za złożenie podpisów pod traktatem, który usankcjonował I Rozbiór Polski. 
Na szczęście dla Pałacu M. H. Radziwiłł okazał się  lepszym gospodarzem, niż obywatelem - to za jego rządów majątek w Nieborowie rozkwitł. 
Wojewoda przeprowadził gruntowny remont, a także zgromadził pokaźną kolekcję sztuki, wyposażając pałac w stylowe tkaniny, obrazy, rzeźby, meble oraz inne przedmioty rzemiosła artystycznego - wszystkie o ogromnej wartości materialnej, gdyż Michał Hieronim nie kolekcjonował byle czego. 
Za jego czasów Nieborów stał się miejscem spotkań twórców epoki Oświecenia.
Po jego śmierci majątek nieborowski podupadł i tym samym pałac uległ zaniedbaniu.
Do jakże już smutnej sytuacji Nieborowa swoją cegiełkę dołożył jeden z kolejnych spadkobierców dóbr nieborowskich - wnuk Michała Hieronima - Zygmunt Radziwiłł - znany hulaka i utracjusz, który doszczętnie do ruiny doprowadził odziedziczone włości.
By pokryć swoje długi wysprzedał najlepszą część kolekcji sztuki - pod młotek na paryskiej licytacji poszły najcenniejsze obrazy i książki, tak pieczołowicie zbierane przez dziadka.
Zygmunt nie oszczędził też "Arkadii" - słynnego ogrodu romantycznego w stylu angielskim, założonego przez jego babkę Helenę Radziwiłłową z Przeździeckich - sprzedał ją wraz z całym wyposażeniem, tj. dziełami sztuki - głównie greckiej i rzymskiej z okresu Antyku.
Na szczęście dla Pałacu, Zygmunt postanowił przenieść się na stałe do Francji i to uratowało majątek przed całkowitą dewastacją i wysprzedaniem.
Dzięki tej przeprowadzce nieborowski pałac ocalał, gdyż jeszcze przed wyjazdem Zygmunt odsprzedał to, czym jeszcze dysponował, swemu bratankowi Michałowi Piotrowi Radziwiłłowi.
Nowy właściciel wyprowadził majątek z ruiny - założył na nowo bibliotekę, uzupełnił wyposażenie wnętrz, które zostało wysprzedane przez Zygmunta, odkupił z obcych rąk słynną "Arkadię", a także założył przy pałacu manufakturę majoliki i mebli.
Z racji tego że Michał Piotr Radziwiłł nie pozostawił po sobie żadnych spadkobierców w prostej linii, wdowa po zmarłym odsprzedała Nieborów dalekiemu kuzynowi męża Januszowi Radziwiłłowi.
Janusz - ordynat ołycki - przebudował pałacowe wnętrza oraz uczynił z Nieborowa szalenie modne miejsce wśród warszawskich elit.
Do tej słynnej posiadłości zjeżdżali najznamienitsi goście ze świata polityki i życia publicznego międzywojennej Polski.
W rękach rodziny Radziwiłłów nieborowski pałac pozostał do 1945 r. 
Po II wojnie światowej przeszedł na własność państwa i obecnie jest oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie, lecz to nie koniec związków Nieborowa ze sztuką. 
Zarówno teren jak i pałacowe wnętrza stanowią doskonały plan filmowy - powstały tu filmy, seriale, a nawet reklamy telewizyjne.
Każdy wielbiciel filmów dla dzieci i młodzieży, po chwili przyjrzenia się budynkowi, rozpozna w nim słynną Akademię Pana Kleksa.




WESOŁYCH ŚWIĄT!


niedziela, 28 grudnia 2014

W zimowym nastroju, czyli nareszcie spadł śnieg!

Długo nic nie zapowiadało nadejścia zimy, a to co do niedawna widzieliśmy za oknem, śmiało można by nazwać listopadową pluchą w grudniu.
Na szczęście zima zdecydowała się na przybycie (lepiej późno, niż wcale), choć mam nadzieję, że nie zagości aż do Świąt Wielkanocnych, jak to było jakiś czas temu :)
Poniżej zdjęcie wykonane na terenie zespołu obiektów pokamedulskich na warszawskich Bielanach.




A tak przy okazji: serdeczne pozdrowienia od Franciszka - stałego mieszkańca parafii :)




czwartek, 14 listopada 2013

Łódź - nie taki diabeł straszny, jakim go malują

Pochmurny wrześniowy dzień - wysiadam z autobusu na dworcu w Łodzi i z niepewnością rozglądam się dookoła. Mam się spotkać z Anią, jedną z koleżanek "od gotowania".
Ania, tak jak i ja, jest autorką dwóch blogów - kulinarnego oraz o swojej mopsicy Pumbie.
Jest to moje pierwsze spotkanie w realu z osobą poznaną w sieci, więc trochę się denerwuję jak wypadnie, no bo co zrobić kiedy nie przypadniemy sobie do gustu i zwyczajnie nie będziemy potrafiły ze sobą rozmawiać?
Na szczęście moje obawy pozostały bezpodstawne - Ania okazała się bardzo sympatyczną osobą, tematów do rozmów nam nie zabrakło, a wręcz powiedziałabym, że dzień był stanowczo za krótki.
Zaczynam zwiedzać Łódź - jest to moja pierwsza wizyta w tym mieście, a obiegowa opinia głosi, że tu szaro, brudno, nieciekawie i strasznie.
Hmmm...... zależy jak dla kogo i co kto chce w danym miejscu zobaczyć.
Mnie Łódź zachwyciła! Zachwyciła mnie kamienicami, detalami architektonicznymi, tak naprawdę dużą ilością zieleni i zachwyciła mnie naprawdę miłą obsługą w lokalach, muzeach, no gdziekolwiek byśmy nie poszły, obsługa była bardzo sympatyczna, a nawet spotkanie z miejscowym panem trunkowym na ul. Piotrkowskiej miało zabawny charakter, choć to akurat pewnie był wyjątek, nie wiem, takich znajomości na co dzień nie miewam. 

Braku charakteru temu miastu zarzucić nie można, oj nie można! Niezaprzeczalnie ma ono swój klimat.
To nie Kraków, gdzie czuć historią, tradycją i smogiem. Nie Wrocław, gdzie wszędzie gawiedź studencka i taki fajny, do niczego nie przymuszający klimat spokoju i relaksu.
Łódź to miasto postindustrialne, z związanymi z tym faktem blaskami i cieniami. Miasto z ulubionymi przeze mnie budynkami z czerwonej cegły. Miasto, któremu obecne czasy mocno nakopały w tyłek, a które, mimo wszystko, się nie daje i próbuje stanąć na nogi po zapaści jaka je spotkała kiedy właściwie upadł przemysł włókienniczy - ta ostoja, na której zbudowano w XIX wieku potęgę tego miejsca.
Fakt, dużo jest jeszcze do zrobienia, wiele kamienic do odremontowania, ale myślę, że to przyjdzie z czasem.
Nawet nie mogę sobie wyobrazić, jak piękne by tu było, gdyby przywrócić dawny blask wszystkim kamienicom, nie tylko tym na Piotrkowskiej, co też zresztą uczyniono, ale wszystkim tym, które mijałam jadąc tramwajem, a których detale architektoniczne wprawiały mnie w zachwyt, mimo że nadgryzione zębem czasu.

Miałyśmy bardzo napięty plan zwiedzania i mimo praktycznie całego dnia na nogach i tak nie zdołałyśmy zobaczyć wszystkiego co Ania zaplanowała mi pokazać.
Na pierwszy rzut poszła "Manufaktura" - zrewitalizowany kompleks fabryczny Izraela Poznańskiego, jednego z trzech, obok Karola Scheiblera i Ludwika Geyera, wielkich łódzkich fabrykantów "ojców włókienniczej Łodzi".
Jest to położony, na blisko 30 hektarach dawny zespół fabryczny, w którego skład wchodziły m.in. tkalnie, farbiarnie, przędzalnie, drukarnie tkanin, bielnik, apretura do uszlachetniania i wykańczania materiałów, ślusarnia, powozownia, a także remiza strażacka i budynki mieszkalne dla robotników.
To co kiedyś było fabryką, dziś jest największym w Polsce centrum handlowo-rozrywkowo-kulturalnym. 
"Manufaktura" jest doskonałym przykładem na to, że udanie można połączyć tradycję z nowoczesnością i to w dobrym stylu, który cieszy oko (przynajmniej moje).
Budynek zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ma swój charakter i nie jest z pewnością kolejnym centum handlowym ze szkła i stali, całkowicie pozbawionym wyrazu, jak każde centrum handlowe w Warszawie.
Myślę, że nawet udałoby mi się polubić zakupy, gdybym robiła je w "Manufakturze". :)











Następnie zwiedziłyśmy dwa muzea.
Jednym z nich było Muzeum Miasta Łodzi mieszczące się w przepięknym pałacu należącym niegdyś, tak jak i dzisiejsza "Manufaktura", do Izraela Poznańskiego. Ten monumentalny budynek, zwany łódzkim Luwrem, robi niesamowite wrażenie.
Zaprojektowany został przez Hilarego Majewskiego głównego architekta XIX-wiecznej Łodzi, jednakże projekt nie został dokończony.
Dzisiejszą bryłę pałacu uzyskano przebudowując go dwukrotnie - po raz pierwszy w 1898 r. za sprawą architektów Dawida Rosenthala i Juliusza Junga, a następnie w roku 1901, już po śmierci właściciela, kiedy to pałac zyskał formę współczesną.
Budynek jest tak ogromny, że nie sposób objąć go obiektywem zwykłego aparatu fotograficznego, więc nawet nie próbowałam.
Pstryknęłam tylko kilka fotek na wewnętrznym dziedzińcu. Ze względu na padający deszcz ich jakość daje wiele do życzenia, ale cóż "lepszy rydz, niż nic".








Bogactwo i przepych w jakim żyli ówcześni  łódzcy "królowie bawełny" wręcz przytłacza.




Pokój Izraela Poznańskiego





Pomieszczeniem, które zrobiło na mnie największe wrażenie była sala jadalna, którą zapewne rozpoznają miłośnicy filmu - to w tych wnętrzach Andrzej Wajda kręcił "Ziemię Obiecaną". 






Oprócz sali jadalnej, znalazłyśmy też inny kulinarny akcent (w końcu jesteśmy blogerkami kulinarnymi) ;).




Część pokoi muzealnych poświęconych jest sławnym Łodzianom, lub ludziom związanym w ten czy inny sposób z miastem, np.:


Jerzemu Kosińskiemu,



Janowi Karskiemu,



czy Arturowi Rubinsteinowi, gdzie urządzono całą galerię muzyki jego imienia.
W pokoju tym, oprócz fortepianu, znajduje się odlew dłoni kompozytora oraz




przepiękny kominek.




Będąc w Łodzi koniecznie trzeba przespacerować się ul. Piotrkowską, najbardziej reprezentacyjną ulicą miasta.
Przygotujcie się na naprawdę długi spacer, bowiem Piotrkowska ma 4,2 km długości i jest najdłuższą ulicą handlową w Europie.


Ul. Piotrkowska - widok na Pl. Wolności



Wzdłuż całej ulicy ciągną się przepiękne kamienice.




Prócz kamienic znajdziemy tu urocze szczegóły architektoniczne,



 
a także pomniki znakomitych Łodzian, m.in. wspomnianego już wcześniej Artura Rubinsteina, którego żona Nela była wielką pasjonatką gotowania i autorką książki kucharskiej "Kuchnia Neli" wydanej po raz pierwszy w Nowym Jorku w 1983 r.




Kiedy zmęczycie się już spacerowaniem po ul. Piotrkowskiej i głodni zechcecie odpocząć, zawsze możecie wpaść do jednego z licznych lokali na coś pysznego do jedzenia, np. smakowitą tartę z sałatą.



Syci i wypoczęci możecie ruszyć dalej w miasto, by zwiedzać, bo w Łodzi jest co oglądać, trzeba tylko chcieć zobaczyć coś więcej niż stereotyp.


piątek, 23 sierpnia 2013

Castle Combe - wioska jak z bajki

Na krańcu wzgórz Cotswolds leży sobie maleńka, przecudnej urody wioska. Jest jak z bajki i sprawia wrażenie, jakby czas się w niej zatrzymał.
Wrażenie to jest jak najbardziej uzasadnione, gdyż od 1617 roku nie wybudowano w niej ani jednego nowego domu.
Nie ma tu zbyt wielu samochodów, czy innych przejawów współczesnej cywilizacji, nawet ulicznej latarni się nie uświadczy. 
Są za to średniowieczne domy, zbudowane z kamienia i zabytkowy XIII wieczny kościół z beztarczowym zegarem, który od wieków średnich działa do tej pory.
Jest też XIV wieczny dwór, obecnie pełniący funkcję hotelu, a także, zbudowany w tym samym wieku, Market Cross, wzniesiony na skrzyżowaniu czterech głównych dróg, gdy wieś zyskała prawa do organizowania cotygodniowych targów. Obecnie to przede wszystkim miejsce, przy którym turyści chętnie się fotografują.

Malownicza osada służyła nie raz filmowcom. Kręcono tu wiele filmów i seriali poczynając od "Doktora Doolittle" z 1967 r., poprzez "Robina z Sherwood" w latach 80-tych XX wieku, na "Czasie wojny", filmie Stevena Spielberga z 2010 r., kończąc. 

Niesamowite miejsce - latarni ulicznych brak, za to jest tor do wyścigów motorowych. 
Znajdujący się na terenie byłej jednostki RAF-u "Castle Combe Circiut", funkcjonujący tu od 1950 r., zyskał sobie opinię jednego z najlepszych obiektów tego typu w Wielkiej Brytanii.
   









Kościół Św. Andrzeja





Fragment portyku







We wnętrzu zabytkowej świątyni, najbardziej zdumiewający był kącik zabaw dla najmłodszych parafian.